niedziela, 7 października 2012

Philippe Gilbert w ogniu pytań

Philippe Gilbert – mistrz świata 2012 spotkał się z dziennikarzami i odpowiadał na przeróżne pytania. Oto one:
Czy tęczowa koszulka zmieni Twoje życie?
Nie sądzę. Sport nie może zmieniać życia. Bardzo miło jest zdobyć taki tytuł, ponieważ walczyłem o niego od lat. Jestem szczęśliwy i będę próbował utrzymać taki poziom przez następne miesiące. Mam nadzieję, że pokażę to w dużych wyścigach, ale jak zawsze moim celem będą także klasyki. Mam nadzieję, że tam również będę w dobrej formie.
Nie czułeś się dobrze przed Milan San Remo. Co się zmieniło?
W tamtym czasie miałem kilka problemów. Nie byłem w najlepszej formie. Próbowałem najpierw znaleźć przyczynę i spróbować rozwiązać te problemy, aby wrócić do normalnego poziomu. Nie była to moja najlepsza sytuacja w sezonie. Ale nigdy nie spanikowałem i zawsze miałem wsparcie mojego zespołu. Potrzebowałem czasu. To była jedyna droga, którą mogłem pójść jako profesjonalista. To jest właśnie to, co robiliśmy i wróciłem do mojego dawnego poziomu. Podczas Tour de France osiągnąłem optymalną formę, a po Tourze bardzo dobrą.
Czy zdajesz sobie sprawę z tego, co wydarzyło się w Valkenburgu?
Myślę, że różnica jest taka, że więcej ludzi będzie mnie oglądać i śledzić moje poczynania. Kibice odwiedzają moją stronę internetową, konto na Twitterze, na Facebooku…zyskałem wielu nowych przyjaciół. To pierwsza duża różnica. Myślę także, że będę bardziej rozchwytywany przez media. Zamierzam uważać na to, co będę mówił. Ale sądzę, że mam trochę doświadczenia. Tylko takie różnice dostrzegam. Właśnie stałem się jednym z najlepszych kolarzy na świecie, więc myślę, że każdy będzie śledził moją taktykę i to się nie zmieni.
Na Twitterze napisałeś, że dziękujesz prawdziwym fanom…
Tak, ponieważ ten rok był…miałem złe momenty jeśli chodzi o moją kondycję. W takich momentach dostrzegasz kto tak naprawdę cię wspiera i oczywiście takich ludzi jest mniej niż wtedy, kiedy jest się w dobrej formie i odnosi sukcesy. Właśnie dlatego chciałem im podziękować.
Czy wszystko jest w porządku z belgijską prasą?
Nie zapomnę co niektórzy zrobili w tym roku. Ale to także jest zdobywanie doświadczenia.


Zaatakowałeś na ostatnim podjeździe pod Cauberg. Jak wcześniej zaplanowałeś ostateczny ruch ?
Tak, jak mówiliśmy- mieliśmy dwie szanse, to było dla nas proste. Belgia miała mnie jako tego, który miał zaatakować na wzniesieniu i Toma, który mógł wygrać sprint. Byliśmy jedynym zespołem, który miał takie możliwości. Inne zespoły miały sprinterów i kolarzy, którzy mogliby zaatakować, ale nikt nie miał podwójnej szansy tak, jak Belgowie. To była wielka różnica. Byliśmy spokojni przez cały wyścig. Miałem koło siebie wielu kolegów z drużyny podczas ostatniego okrążenia. To dlatego nie zaatakowałem wcześniej z innymi. Zawsze warto być w otoczeniu swojej drużyny, bo wtedy jest się o wiele silniejszym. Plan był taki, aby zaatakować na ostatnim podjeździe. Mieliśmy nadzieję, że mamy ośmiu kolarzy, a mieliśmy tylko sześciu, ale to także było wystarczająco dużo. Umówiliśmy się, aby spróbować utrzymać się w jednej linii, ponieważ wtedy mogliśmy zobaczyć co robi np. Rodriguez. Mogłem go obserwować i patrzeć jak pracują jego nogi. Gdyby nie czuł się dobrze, wtedy mógłbym poczekać na Toma. Ale nikt nas nie pilnował, więc kiedy Leukemans zaczął cisnąć, praca została wykonana i zaatakowałem dwa kilometry przed metą.
Jak ważny był Leukemans?
Myślę, że Leukemans jest kolarzem, który ma podobne możliwości do moich. Być może jest drugim, najsilniejszym kolarzem po mnie. Jesteśmy najlepsi, kiedy są do wykonania zadania takie, jak na tegorocznych MŚ. Zatem to luksus mieć takiego kolarza przy sobie.
Jak będzie wyglądał Twój program na następny rok?
Jeszcze tego nie wiem. No pewno pojadę w Ardeny, ale nie wiem czy pojadę do Flandrii czy na jakiś inny wyścig. Moim celem są Ardeny, to jest mój priorytet.
Czy uważasz, że teraz będzie na Tobie ciążyła większa presja?
Cóż, na rowerze zawsze daję z siebie maximum. Kiedy to robisz, nigdy nie masz do siebie pretensji.  Można wygrać, albo przegrać, ale przynajmniej daj z siebie wszystko. Takie jest moje podejście i myślę, że to najlepszy sposób.
Czy krytyka pomogła Tobie odnieść sukces etapowy na Vuelcie?
Nie, ponieważ nie ścigam się po to, aby udzielać odpowiedzi. Jeżdżę dla siebie, mojej drużyny, sponsorów i mojej rodziny. Jestem zadowolony wtedy, kiedy oni są szczęśliwi. Ale przede wszystkim ważne jest to, jak ja się czuję.
Czas poza sezonem może być dla Ciebie bardzo pracowity…
Myślę, że nie. Nie jestem gwiazdą, jestem kolarzem. Nie sądzę, by moja ekipa wymagała ode mnie, abym chodził do telewizyjnych show. Oni oczekują ode mnie, abym był dobry na rowerze, a to jest możliwe wtedy, kiedy trenujesz, odpoczywasz i jesteś świeży mentalnie. Jeśli będziesz miał ciężką zimę, to na pewno nie będziesz gotowy na następny sezon. Wiem, co mam robić podczas zimy.
Czy myślisz, że jako właściciel tęczowej koszulki będziesz rozpoznawalny jako sportowiec?
Z kolarstwem jest tak, że każdy może wsiąść na rower. Potrzebujesz roweru, pary butów i koszulki, a wtedy możesz pojechać dokąd chcesz. Myślę, że wielu ludzi robi to, co my. Wszyscy mogą uprawiać ten sport, to nie jest Formuła 1.
Czy wiesz jak w prosty sposób odmawiać udzielania wywiadów? Po sezonie 2011 miałeś wiele próśb.
Myślę, że ważną rzeczą jest udzielić kilku wywiadów, ale musisz zrobić to dobrze. Gdy robi się to zbyt wiele razy, wkrada się nuda i brak koncentracji. Zatem kiedy zostanie zadane nieodpowiednie pytanie, nie jest się na nie gotowym i reaguje się nerwowo, więc uważam, że lepiej udzielić ich mniej, ale lepszej jakości.
Nie wiem jak bardzo uwielbiasz swoją tęczową koszulkę…Śpisz w niej?
(śmiech) Nie będę spał w tej koszulce, ale w niej trenował…tak jak w koszulce belgijskiej. Trenowałem w niej każdego dnia. Jestem z tego dumny, to normalne.
400 metrów przed metą zacząłeś wykonywać gesty triumfu. Co myślałeś zanim przekroczyłeś linię mety?
Wiedziałem, że są tam moja żona i syn. Szukałem ich przez cały wyścig, ale bez skutku. Widziałem trzy belgijskie flagi, więc myślałem, że może są gdzieś tam. Wiedziałem, że jechaliśmy z prędkością ponad 50km/h, więc nie znalazłem ich. To dla tego patrzyłem w lewo, kiedy wiedziałem, że wygram. Ale było zbyt dużo ludzi. To było to, czego szukałem.
Wyścig o mistrzostwo świata to jednodniowa impreza. Ale to wielka wygrana…
Tak…Trenowałem z chłopakami z F1 i z ludźmi, którzy uprawiają podobne sporty. Oni właśnie tego nie rozumieli w kolarstwie. Wygrałem World Tour w 2011 roku, a to w innych sportach jest właśnie takie mistrzostwo świata. Ale w kolarstwie zdobywasz ten tytuł po sześciu godzinach jazdy na rowerze. To trudne do zrozumienia, kiedy nie jest się kolarzem, ale tak jest.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz